W życiu zdarzyło mi się realizować wiele projektów i teraz z perspektywy czasu widzę kilka elementów, które się pojawiają podczas ich realizacji. Są to rzeczy, które skutecznie mogą doprowadzić nas do sukcesu lub do porażki.
Bardzo ważne jest dobieranie sobie ludzi, w tym doradców. Uwierzcie mi, nawet najbardziej silna osobowość potrzebuje i szuka doradców. Jeśli postanowi zaufać niewłaściwym osobom, to prawdopodobieństwo porażki zwiększy się w zastraszającym stopniu.
Im większy i bardziej śmiały projekt realizujesz, tym będziesz trafiać na bardziej skrajne opinie: od szacunku zmieszanego z poważaniem, podziwu, ogromnego wsparcia, przez zazdrość, skończywszy na dołowaniu, a nawet agresji. Wszystko zależy od tego z kim rozmawiasz.
Czy każda z tych opinii może mieć pokrycie w rzeczywistości?
Oczywiście!
Dlaczego?
Dlatego, że każdy z Twoich doradców, gdyby zabrał się za ten sam projekt co Ty, przelałby weń swoje emocje oraz podejście i uczynił go takim, jakim kreuje go w swojej wyobraźni.
W takim razie w czym rzecz?
W tym, żeby wybrać jeden z tych wszechświatów równoległych, który Tobie najbardziej odpowiada. Każdy jest odpowiedzialny za swoje życiowe sukcesy i porażki. I to nie jest tylko kwestia kreowania rzeczywistości wokół siebie, ale i postrzegania jej.
Kiedyś trafiłam na bardzo cenną rzecz, która nazywała się 4 Umowami Tolteków. Jedna z umów głosiła:
Nie bierz nic do siebie.
Nic, co robią inni, nie dzieje się z Twojego powodu.
To, co inni mówią bądź robią, jest projekcją ich własnego snu.
Jeśli będziesz odporny na opinie i działania innych, nie staniesz się ofiarą niepotrzebnego cierpienia.
Tak! Negatywne projekcje innych doprowadzają Cię do cierpienia.
Dlatego pamiętaj, że to nie jest Twój świat.
Twój świat może być zupełnie inny. Jednak do tego musimy zrozumieć samych siebie, codziennie pracować z własną osobowością/duszą/JA/jestestwem. Nauczyć się oddzielać ziarno od plew, a przede wszystkim wybierać takich ludzi, którzy nas wspierają, a pozbywać się tych, którzy nas dołują, kimkolwiek by nie byli.
I tu nie chodzi o to, żeby się samemu okłamywać. Ludzie czasem mylą lekkomyślność z pozytywnym nastawieniem do życia, a pesymizm z mądrością życiową.
Gdybym teraz miała wypisać na kartce wszystkie negatywne historie, które mogą mi się przytrafić w trakcie planowania mojej wyprawy i potem w czasie podróży, a następnie znaleźć sposób na to, aby je przewidzieć i im zapobiec, już po samym stworzeniu listy doszłabym do wniosku, że wyprawa jest zbyt niebezpieczna, trudna i generuje problemy, którym nie będę potrafiła zapobiec. Jeśli nawet przeszłabym do etapu planowania sposobów na te wszystkie porażki to zabrałoby mi z 2-3 lata przygotowanie się do wyprawy. A gdybym nie znalazła metod zapobiegawczych na wszystkie problemy, nigdy bym nie doprowadziła projektu do końca. A przecież ludzie w przeszłości w ten sposób podróżowali i naprawdę nie wymagało to od nich wielkiego wysiłku intelektualnego, aby odpowiednio się przygotować. Mam w rękach czasopismo Koń Polski z roku 1983. Są tam opisane historie ludzi, którzy przejeżdżali nie 1500 czy 2000 km, ale 9 000 kilometrów, samotnie w świecie, w którym nie było cywilizacji, weterynarzy, sklepów i kart kredytowych!
Z drugiej strony nie uważam, że wyjazd jest prosty jak bułka z masłem i nie pracuję nad tym, żeby odpowiednio przygotować siebie i konia. Jednak nie daję się zwariować. W końcu to nie wyprawa na Księżyc!
Jestem przekonana, że należy zachować równowagę. Wykorzystać maksymalnie czas na to, żeby zaplanować dany projekt. Skoncentrować się na tych elementach, które są najważniejsze (rzeczywiście wypisać je i załatwić). Z drugiej strony przygotować się również do tego, aby być elastycznym i radzić sobie po drodze z nieprzewidzianymi historiami. Zastanowić się co mi najbardziej pomoże w sytuacjach trudnych.
Jeśli w czymś nie mam doświadczenia, to ważnym elementem będzie umiejętność podejmowania szybkich decyzji i testowania kolejnych rozwiązań.
Przytoczę teraz historię Thomasa Edisona, który wykonał tysiące prób przed skonstruowaniem żarówki. Miał wielu doradców i oponentów, którzy mówili, że i tak się to nie uda, że traci czas. Byli i tacy, którzy drwili z jego uporu. Czym różnił się od ludzi, którzy koncentrują się na trudnościach? Tym, że po prostu skupił się na celu, a trudności traktował jako informację zwrotną od świata. W końcu stworzył żarówkę, która przez dziesięciolecia fantastycznie służyła nam w domach i trwa to po dzień dzisiejszy.
Dlatego odpowiednie podejście jest podstawą wszystkich naszych działań.
Apeluję do tych, którzy planują coś wielkiego albo małego, ale ważnego. Dobierajcie sobie takich doradców, którzy Was wspierają i motywują do działania. Planujcie i pracujcie nad projektem, przewidujcie i znajdujcie rozwiązania, które ułatwią Wam życie, ale pamiętajcie, że koncentracja na celu i pozytywne nastawienie jest ważniejsze niż skupienie na trudnościach. Na każdy jeden problem, który próbujecie rozwiązać, musicie znaleźć 3 elementy, które Was pozytywnie zmotywują i zmobilizują, pokażą świat we wspaniałych barwach. Wszystkie negatywne rzeczy, które przewidujecie stają się elementem Waszej rzeczywistości, dlatego należy znajdować dla nich przeciwwagę. Pozytywne emocje są tym co najcenniejsze w czasie realizacji marzeń oraz celów. Jeśli pozwolicie zabić w sobie ducha walki lub sami go stłamsicie, to właśnie stanie się powodem Waszej porażki.
Dlatego PORAŻKA NIE ISTNIEJE! Walczcie o realizację Waszych marzeń z wielkim, wspaniałym uśmiechem na twarzy!
Komentarz
popieram,- też jestem buddystą ;)
na kopyto koń musi zapracować sam poprzez trening , ale warto ;) po prostu będzie miał szybszy przyrost kopyta;) ot cała filozofia.
poza tym gwóżdż wbijany też niszczy kopyto, no i podkuwanie,- boli to konia.
No i jak straci podkowę to przecież też kuleje. Ja zamiast na podkowy to bym dał koniowi lepiej pojeść ;)
Marto zrobisz jak uważasz.
To były tylko moje skromne spostrzeżenia wynikłe z doświadczenia. Łał nawet mi się zrymowało :)
Ja nie wyobrażam sobie myślenia, że konie w naturze nie mają podków to sobie poradzą. Owszem poradzą sobie bez obciążenia i biegając w 90% po miękkim podłożu typu ziemia, piach, ściółka leśna itp.czyli w naturze żyjąc wolno i skubiąc trawkę :). Ale nawet wtedy często się zdarza np podbicie. Koń wtedy naturalnie sobie pokuleje parę dni. Najwyżej w najgorszym wypadku w naturze pożre go jakiś drapieżnik.Tak, tak... naturalna selekcja.
Jeśli jednak mówimy o obciążeniu konia, to moim zdaniem nie da się uniknąć na tak długiej trasie -ostrych kamieni, asfaltu, betonu itp. Ja w każdym razie nie zdecydowałbym się na jazdę bez podków.
Choć przyznam są wyjątki. Miałem kiedyś konia który miał tak niesamowity róg i tkankę miękką, że chodził cały czas bez podków po kamieniach, pod jeźdźcem i to długie odcinki i nigdy nie kulał, co najwyżej jego kopyta były lekko postrzępione. Wystarczyło tylko je skorygować pilnikiem, nożem i wszystko było ok. Wyjątek jednak potwierdza regułę :).
No i oczywiście są jeszcze buty. Nigdy ich nie stosowałem, więc się nie będę wypowiadał :). Jak mówią buddyści (czyli ja:)). Nie przyjmuj nic na wiarę -Sprawdź Wszystko Sama.
Bywaj! :)
M.
połowę to może nie ;) wystarczy pamiętać o tych trudnych miejscach gdzie kopyta są obciążone silnym tarciem , dlatego warto by już dużo wcześniej przed wyprawą koń co dzień ścierał kopyto biegał i po twardych powierzchniach itp. wtedy kopyta ma silny stały przyrost... ew. można pilnikiem, czy nożem coś zestrugać, często konie same sobie ścierają zrogowaciały nadmiar gdy kopyto bez podkowy. Widziałem tą planowaną trasę ,- to na jeden raz czy na dwa razy? bo tych kilometrów się uzbiera. Osobiście to lubię styl podróży taki westernowy i kilkanaście lat temu też myślałem by opracować takie trasy dla koni ... np, by z poł. Polski przewędrować konno nad morze lub po Beskidach , a marzeniem by było odrestaurować stare trasy konne po Europie ;) ... Ps. ale czasy teraz takie że wszyscy się gdzieś śpieszą i nigdzie nie mogą zdążyć, ale fakt gdybym jechał na wycieczkę do Tybetu to chyba w Kaszgarze kupiłbym konia, nie jechał bym taki szmat drogi na koniu z samej Polski ;)
plan jest taki, żeby iść przy koniu/ biec przez mniej więcej połowę drogi, na pewno chciałabym go obserwować i sprawdzać jak się zachowuje, wtedy podejmować decyzję na bieżąco.
znam wiele koni niepodkutych , a w naturze konie dają sobie radę bez podkuwania i dobrze im bez podków , owszem jeśli koń pracuje na drodze czy kamieniach to podkowy się sprawdzają, ale tak do biegania po ziemi itp. to kucie zbędne , hm ale co dzień 20- 30 km. to trochę tarcia kopyt jest więc trzeba kopyta przyzwyczaić, no i oglądać je często jak się ścierają bo może lepiej podkuć... trzeba też nie forsować kopyt i czasami lepiej zejść z konia i kawałek przejść z nim pieszo, zdjąć siodło na popas i takie tam.... wtedy koń ma zawsze siłę ;)
Bardzo Ci dziękuję Mariuszu. Jedyna moja wątpliwość to podkowy, przyznam, że od pewnego czasu jestem przeciwniczką i postawię raczej na buty. Asfaltu będę unikać jak ognia, bo nie lubię jeździć wśród samochodów. Co do dystansu to nie będę dziennie przekraczać 20-30 km. Koń jest jeszcze stosunkowo młody i nie chcę go przeciążać.
Dziękuje za maila. Może jednak wypowiem się na forum w skrócie. :). Może komuś się to przyda.
Po pierwsze.
Zbyt dużo rad jest niewskazane :). Za dużo wtedy mamy na głowie. Jeździsz naturalnie więc to już ogromy plus
i najważniejszy kapitał jaki masz.
Po drugie.
Trening który robisz i jeśli robisz go regularnie jest absolutnie wystarczający. Chodzi przecież o utrzymanie kondycji konia w najbardziej naturalny dla niego sposób. Nie będziesz skakać potęgi skoku ani jechać Wielkiej Pardubickiej :).
Po trzecie:
Zaczynając rajd jedź na początku krótsze odcinki z częstymi krótkimi przerwami na przewietrzenie chociażby potnika itp. (co 20-30km). Koń i Ty "im dalej w las" w cudzysłowiu i dosłownie będziecie w coraz lepszej kondycji.
Po czwarte:
Zmieniaj chody i tempo!!!! Ludzie bardzo często na rajdach jadą bardzo długo stępem i kłusem. Nie rób tego błędu, to angażuje tylko określone grupy mięśni konia i Twoje. Galop jest jak najbardziej wskazany.
Po piąte:
Nie przejmuj się przeszkodami typu: ulica, tory, rzeczka, strome skarpy, bagna, kamienie. Część z nich trzeba ominąć -bagna. Tory, ulice, rzeczki, skarpy itp. w 99% są do przejścia -konie sobie bardzo dobrze z nimi radzą. Często to ludzie widzą w tym niepotrzebny problem. Po paru dniach rajdu sama zobaczysz jak Twój koń będzie coraz spokojniejszy a jednocześnie szczęśliwy. Nie ma nic lepszego dla koni jak właśnie rajdy, zmieniające się warunki, otoczenie, sytuacje itp. Jest wiele więcej złego w transporcie koni i wiele więcej z nim problemów niż w naturalnym rajdzie :). Przecież konie są stworzone do ruchu i do pokonywania długich odcinków. Nie ma chyba lepiej przystosowanych zwierząt do tego typu zadań.
Po szóste:
Zainwestuj w bardzo dobrego kowala -to najważniejsza sprawa. Weź numery tel. od kowali znajdujących się na trasie, bo raczej na pewno stracisz podkowy w najmniej oczekiwanej chwili. Ja przeważnie tak miałem :) ale TY oczywiście możesz mieć szczęście :). Z butów nie korzystałem. Nożyk do kopyt może się przydać, jakiś scyzoryk typu wszystko w jednym. Popytaj chłopaków na pewno Ci doradzą. Czasami oderwie się podkowa i musisz ją czymś usunąć całkowicie, zanim dojedziesz do kowala czy stajni.
Po siódme:
Jeśli chodzi o ustalenie trasy. Z reguły zawsze próbujemy sobie wszystko dobrze wyznaczyć. Przynajmniej ja zawsze ślęczałem godzinami nad mapami jeżdżąc konno, rowerem czy enduro :). Ale wiesz co Ci powiem. Trasa i tak będzie wiodła Cie często tak jak jej się podoba. Kup sobie GPRS taki najprostszy który wyznaczy Ci tylko kierunek. Wpisujesz tam współrzędne miejsca gdzie chcesz w danym dniu dojechać i cały problem masz z głowy. Najpierw oczywiście niech ktoś Ci poszuka na mapach i wklepie w GPRS te wszystkie punkty docelowe. To niesamowicie ułatwia i daje poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Nie musisz myśleć w którą stronę jechać i czy jedziesz w dobrą stronę. Wierz mi to naprawdę bardzo przydatne urządzenie i nie ma możliwości zabłądzenia w lesie. Możesz skupić się na podziwianiu przyrody i całkowicie się odprężyć zamiast martwić się czy przed nocą wyjedziesz z lasu. No chyba, że lubisz nocowanie w lesie gdy wieje i leje :)
Reasumując. Dzisiaj rajdy są o wiele prostsze. Mamy telefony, nawigację, GPRS itp. Kiedyś jeździliśmy bez telefonu, a o GPRS nikt nie słyszał :), i jakoś wszyscy sobie radzili.
Ponad to masz konia arabka, jeśli dobrze rozumiem na nim jedziesz. Cóż więcej chcieć. Jesteś wysportowaną inteligentną kobietą. Nic więcej nie potrzeba. Na pewno znajdziesz wielu ludzi do pomocy w razie potrzeby.
Po prostu na koń i w drogę! :)
Ps. Za pewne wszystko to już wiesz :) ale wiem, że często ludzie nie zwracają uwagi na sprawy najbardziej oczywiste dlatego to tylko tak dla przypomnienia.
Jedno wiem na pewno im więcej piszę tym więcej mi przychodzi do głowy r
Jest za co dziękować. Każde dobre słowo to pozytywna energia, którą dajemy innym, a to naprawdę bardzo cenne!
Piszesz, że masz za sobą kilka krótszych wypraw, czy mógłbyś mi napisać na maila coś więcej na ten temat? Jak trenowałeś konia przed, w jaki sposób radziłeś sobie z ustaleniem trasy. Na co trzeba zwrócić uwagę po drodze? Jak radziły sobie kopyta, podkuwałeś czy korzystałeś z butów? Co gdy trzeba przeciąć rzekę, autostradę itd. Podaję swojego maila wharmoniizkoniem@gmail.com. Będę wdzięczna za wskazówki i z góry dziękuję! :)
Nie ma za co dziękować :). ja również od dziecka zajmuję się końmi bo u mnie to trochę rodzinne :). Podobnie jak Ty wszystkiego uczyłem się sam. Teraz trochę mam problemy z kolanem -efekt zbyt intensywnych treningów, nie tylko jeździeckich. Ot takie mam ciało, które czuło się tylko wtedy dobrze gdy kwas mlekowy zalewał mięśnie:). Teraz mam zamiar napisać książkę o jeździectwie. Chcę pokazać jak widzą to instruktorzy i właściciele ośrodków jeździeckich i szczerze powiedziawszy mogę sobie narobić wrogów :) No ale cóż zawsze lubiłem prawdę, a konie wszak są najważniejsze :). Może uda mi się ją skończyć jak Ty skończysz wyprawę. Chętnie bym się wybrał z Tobą :) by zdobyć kolejne doświadczenia. Mam za sobą parę krótszych wypraw i jak pomyślę jakie były na nich przygody to jestem pewien, że Twoja wyprawa będzie wspaniała i nie zapomnisz jej do końca życia. To niesamowicie podniecające i inspirujące. Będziesz wcielać w życie marzenia wielu ludzi kochających konie i naturę. Cieszę się, że są tacy ludzie jak Ty i to na dodatek kobiety. To wspaniałe!
Pozdrawiam jeszcze raz.
Mariusz Szymusiński
fajnie
Witamy w
W Harmonii z Koniem
© 2012 Created by Marta Gierlińska.

Aby dodawać komentarze, musisz być uczestnikiem sieci W Harmonii z Koniem!
Dołącz do W Harmonii z Koniem